
Kiedy naga i czysta
Leżysz na niespokojnych wodach
Pościeli
Twoje ciało czeka na żeglarza
Który pierwszy wpłynie do portów
Rosnących między twymi brzegami
Łagodne dary znoszone ze statku
Żeglarz złoży w wilgotnych piwnicach
Uszu dłoni i oczu
Będzie pieścił cię i czcił
Mieszkańców nowego lądu
Oszukwa ich też niewinnie
Lecz gdy stopa jego wedrze się zbyt głęboko
Żeglarz zburzy świątynie
I rozszarpie napotkanych bogów
ARKA
Przez wewnętrzne okno naszego mieszkaniaCzasami rzeka wpływa
Przez otwarte okno
I obmywa nas
Kuchenne okno wychodzi na sad
I pasące się w nim
Zwierzęta
Zdarzają się takie noce
Gdy przez otwarte okno
Zwierzęta patrzą na nas
Resztę okien ojciec kazał zabić
Deskami na których zwierzęta
Przepłynęły rzeką
Tam gdzie osiedliśmy
Nie spadła tęcza
Gdy ojciec poszedł na emeryturę
A wypuszczony z jego ręki gołąb
Powrócił trzymając w dziobie
Poranną gazetę
BIBLIA NIE ISTNIEJE
W imię Ojca, który mieszka pod czołem, Syna
łomoczącego w piersiach i Ducha Świętego trzepotu
ramion.
Nie ma innej możliwości odnalezienia raju jak tylko
tracąc go.
Zaduszki. Pragnął pomodlić się za śmierć żyjących
osób. Śmierć swoich związków z nimi.
Biblia nie istnieje. Zostanie stworzona, gdy ją
przeczytam.
Boże Ciało. Dziewczynki o brudnych ustach,
w anielskich sukienkach rzucają płatki kwiatów.
Zakonnice w czarnogranatowych habitach. Śpiew
i rozedrgane dzwony. Biel procesji niknie za bramą
zbudowaną z mroku, zieleni i sadzy.
Starego raju już nie ma. Zatem trzeba stworzyć
nowy.
Pustynia, Exodus, Ziemia Obiecana są w nas. To
stany duszy.
Nie modlimy się do Boga. Modlimy się do siebie.
TO WYDARZY SIĘ WCZORAJ
Czas paradoksalny, tajemniczy jak wstęga Mobiusa,
zaprzeczający sam sobie, wykluczający się.
To wydarzyło się jutro. To wydarzy się wczoraj.
Jutro wiedziałem co stanie się wczoraj.
- Co chcesz? - zapytała. Zastanawiając się nad
odpowiedzią wpatrzył się w ciemniejące niebo.
Zapadła noc i nastał świt. Minął czerwiec, lipiec,
jesień, zima. Opuścił wzork. Obserwując śnieg
topniejący pod jej stopami, odpowiedział:
- Nie wiem.
Szara chmura zakrzepła nad naszymi głowami.
Stwardniała i zastygła w kamień. Po jakimś czasie
zaczęła osypywać się suchym, drobnym pyłem,
który drażnił nozdrza.
Nie ma czasu. Czas nie istnieje. Jest tylko chwila,
która jest symetrią.