
Lech Majewski to artysta osobny. Outsider. Wędrowiec niespokojny, niczym z karty tarota lub obrazu Boscha. W ciągłym poszukiwaniu nowych miast, nowych krajobrazów, nowych źródeł inspiracji dla swojej wyobraźni. Z zawodu - reżyser filmowy, z powołania - malarz i poeta. Człowiek sztuki - choć w epoce internetu podobne określenie brzmieć może anachronicznie. Ale Majewski idealnie do niego przystaje. Nowoczesny w myśleniu, w łączeniu różnorodnych środków ekspresji i technik, w posługiwaniu się kamerą cyfrową i wideoinstalacjami. Zarazem jednak anachroniczny właśnie. A może raczej należałoby powiedzieć: staroświecki. Zapatrzony w średniowiecze i renesans - w Belliniego i Giorgione - lub metafzycznego Giorgia de Chirico, by trzymać się wieku dwudziestego.
Zapatrzony w starych mistrzów kina śródziemnomorskiego, w Antonioniego i Felliniego. Powiększenie skłoniło Lecha Majewskiego do wybrania łódzkiej Szkoły Filmowej zamiast Akademii Sztuk Pięknych. Pracę magisterską na Wydziale Reżyserii pisał na temat magii w Osiem i pół. Twórca La strady patronował nie tylko debiutanckiemu tomikowi wierszy młodego reżysera, ale i jego okultystycznym zainteresowaniom, akwatyczno-lunarnym fascynacjom.
W twórczości Majewskiego motywy alchemiczno-magiczne zajmują kluczowe miejsce. Nieprzypadkowo zrobił Angelusa, lm o malarzach prymitywistach, Teolu Ociepce i Erwinie Sówce, śląskich alchemikach i różokrzyżowcach. Nieprzypadkowo przywoływał w swoim lmie Boschowski Ogród rozkoszy ziemskich - dzieło sekretnych wtajemniczeń. Bosch - ulubiony malarz Felliniego, duchowy uczeń największego mistyka niderlandzkiego XIV wieku Jana Ruysbroecka, członek hermetycznej sekty z Hertogenbosch odwoływał się w swoich dziełach do idei alchemicznych przeobrażeń. Degeneracja i rozkład materii prowadzić miały ku doskonalszym formom życia duchowego. Można by się dopatrzyć ukrytych analogii między postaciami śląskich malarzy niedzielnych i osobą mistrza z Hertogenboschu.
Uczennica i współpracownica Carla Junga, Aniela Jaffe, w eseju Symbolism in the Visual Arts rozważając charakter awangardowej sztuki pierwszej połowy dwudziestego stulecia, pisze o poszukiwaniu „ducha w materii poprzez proces transmutacji”, o poszukiwaniu przez artystów „niezmiennego sedna życia i rzeczy”. „Duch, w którym owa sztuka była zanurzona - pisze Jaffe - był duchem ziemskim, duchem chtonicznym, przez średniowiecznych alchemików zwanym Merkuriuszem. To on, zdaniem artystów, kryje się poza zewnętrznością natury. [...] Podobnie jak średniowieczne ruchy hermetyczne, tak i sztukę modernistyczną rozumieć trzeba jako mistycyzm ducha materii, a zatem jako ekspresję naszej epoki, kompensacyjną w stosunku do chrześcijaństwa”.
Bohaterowie Angelusa pośród dziwacznego, surrealistycznego pejzażu próbują materię przetworzyć w złoto, uwolnić uwięzionego w niej ducha. Ich mistycyzm można by śmiało określić jako merkurialny. Podobnie jak postawę twórcy lmu. Symbolika alchemiczna, masońska, odwołania do mistycznych traktatów i Anioła Ślązaka budują kanwę Angelusa, jeden z jego poziomów. Z drugiej strony, tak jak w innych lmach i powieściach autora Ewangelii według Harry’ego, widoczne są wątki chrystologiczne, a zwłaszcza temat oarowania, zapowiadający perspektywę zmartwychwstania, czyli odkupienia materii.
Angelus przypomina, w pewnym sensie, palimpsest. Kolejne warstwy nakładają się na siebie, odsłaniając przy uważnej lekturze różne znaczenia i możliwości interpretacji. Jest to ciekawie - inaczej niż w lmach Kutza - wystylizowana, śląska, niemal alegoryczna opowieść. Podzielona na rozdziały. Z gwarowymi dialogami nawet na ezoteryczne tematy. Pomiędzy ziemią i niebem, które jak błękitnawy klosz otacza ziemię. Z owym stożkowatym wzgórzem, na którym ma się dokonać oara. Pomiędzy ludowym realizmem a duchowością. Trochę w stylu Fra Angelico.
Majewski, jak każdy artysta obsesyjny, ma swoje ulubione motywy i konwencje, powracające w rozmaitych wariantach w różnych lmach. Felliniowskie „piękności” o obtych biustach, specyczne sceny kopulacji nasuwające myśl o alchemicznych zaślubinach, o zespoleniu przeciwieństw, utrzymane w felliniowskim duchu występy prowincjonalnych artystów, tańce, transparentowe hasła, żywioły ognia i wody itd. Modne niegdyś piosenki tworzą muzyczne, a zarazem historyczne tło. Charakteryzują klimat epoki. Pobrzmiewa w nich niekiedy nuta osobliwej nostalgii. Autor Angelusa umiejętnie miesza plebejskość, humor, nierzadko rubaszny, z ezoteryzmem. Szyfruje znaczenia swoich lmów, przynajmniej niektórych, na wzór twórców hermetycznych, choćby Boscha właśnie, w warstwie symbolicznej. Jej sens niekoniecznie musi docierać do świadomości wszystkich widzów, ale może działać na ich wyobraźnię i emocje. Na podświadomość.
Majewski kreuje świat zamknięty. Izolowany od realnej przestrzeni, a jednocześnie w niej zanurzony. Śląskie kamienice i zaułki, knajpy i sale domów kultury. Piaszczyste pustkowie i weneckie labirynty. Woda to ulubiony żywioł Majewskiego. Nic tedy dziwnego, że ważnym etapem jego podróży stała się Wenecja, miasto - jak pisał Fellini - „zbudowane na wodzie i namalowane w powietrzu. [...] Odbite w zwierciadle wody wibruje światłem i reeksami, [...] cudownie zmaterializowany artystyczny sen, magiczne miasto zagrożone unicestwieniem”.
W przenikniętej duchem śmierci Wenecji umieścił więc Majewski akcję Ogrodu rozkoszy ziemskich, lmu bardzo, jak mi się wydaje, osobistego, lmu o umieraniu, o rozkładzie materii z jakiej składa się ciało człowieka, ale i o zmartwychwstaniu. Sztuka, ów duch zamieszkujący materię, dzięki magii nowych technik zwycięża w pojedynku ze śmiercią. „Zapis świateł i cieni - mówi reżyser - i nagle ktoś się materializuje, staje się postacią - patrzymy na czyjąś twarz”.
Śmierć, „obecna - jak powiedział w jednym z wywiadów - przez cały czas w naszym życiu” jest zresztą tematem bardzo bliskim twórcy Wypadku. Towarzyszy jego bohaterom - artystom maudits. Sztuka - w wizji Majewskiego - ocala bowiem, ale i niszczy. Niesie ładunek autodestrukcji. Za bycie artystą płaci się cenę najwyższą. Za „przeciwstawianie się stereotypom i martwocie społeczeństwa”. Za niezgodę na bezsens życia, mizerię ludzkiej kondycji, brzydotę i bolesną pustkę otaczającej rzeczywistości. Basquiat umiera z przedawkowania narkotyków, Wojaczek popełnia samobójstwo w alkoholowym upojeniu.
Reżyser zdaje się w pewien sposób identykować ze swymi bohaterami, z malarzami z Janowca, którzy chcą ocalić świat przed ostateczną katastrofą, z malarzem, który nie umie przystosować się do standardów obcego etnicznie społeczeństwa, z poetą, duszącym się w klaustrofobicznej rzeczywistości, w której przyszło mu żyć i z której chce się rozpaczliwie wyrwać, choćby i w śmierć. Na przekór zatem panującym tendencjom Lech Majewski, lmowiec, malarz i poeta, utożsamia siebie z wzorcem artysty romantycznego, artysty maudit. Sztuka jest dlań najdoskonalszym tworem ludzkiego ducha, alchemicznym złotem, które odkupuje nasze ziemskie winy i niesie nieśmiertelność.