
Pracę tę zrobił pół roku temu na otwarcie swej wielkiej wystawy w prestiżowym Museum of Modern Art (MoMA) w Nowym Jorku. Jest pierwszym polskim artystą, któremu zaproponowano w MoMA retrospektywę.
- Kino i tradycyjna narracja linearna przestały mi wystarczać, uważam, że nie oddają złożoności naszego postrzegania. Zrealizowałem więc instalację z ruchomych obrazów - mówi "Rzeczpospolitej" autor, znany przede wszystkim jako reżyser filmów "Wojaczek", "Angelus", "Ogród rozkoszy ziemskich".
- Pomysł podsunął mi kurator z nowojorskiego muzeum Laurence Kardish. Duże wrażenie zrobiły na nim wizyjne kadry z mojego "Pokoju Saren". Poprosił o kilka krótkich filmów w tej poetyce. W trakcie pracy rozrosły się do 33 obrazów,które zrealizowałem dzięki pomocy łódzkiego Atlasu Sztuki. To rodzaj wizualnej poezji i suma moich doświadczeń.
Na "Krew poety" składają się kilkuminutowe filmy - wideoarty. W Berlinie wideoinstalacja pokazywana jest razem ze zdjęciami robionymi w trakcie jej powstawania i kadrami z kilku innych filmów.
Bohaterem instalacji jest młody poeta zamknięty w szpitalu psychiatrycznym. Obrazy, które oglądamy, to wytwory jego wyobraźni. Wspomnienia, pragnienia, bolesne traumy. Piękne sny i koszmary. Majewski przekonuje, że świat imaginacji jest dużo bogatszy od rzeczywistości. Można nie ruszać się z miejsca, a jednocześnie żyć intensywnie.
Filmy prezentowane są symultanicznie na kilkunastu ekranach. Widz sam decyduje o kolejności oglądanych sekwencji, konstruując własne narracje.
W onirycznych obrazach Majewskiego nietrudno rozszyfrować odwołania do malarskich dzieł. Z posągową pięknością konkuruje ochłap mięsa - cytat wprost z brutalnego malarstwa Francisa Bacona. Postać Ukrzyżowanego to znów inscenizacja słynnego obrazu średniowiecznego mistrza Rogiera van der Weydena "Zdjęcie z krzyża". Inne wideoobrazy są mniej dosłowne, ale w sposób czytelny przesycone symbolicznymi klimatami Böcklina i surrealizmem Chirico.
Majewski, który sam zaczynał jako malarz, prowadzi swobodny dyskurs z artystami różnych epok. - Nie ze wszystkimi - zastrzega. -Poza wymienionymi także z Bellinim, Mantegną, Giorgionem czy van Eyckiem. Lubię tych, w których sztuce ukryta jest tajemnica naszej egzystencji.
Majewski rozmawia też z filozofami. Na ekranie w centrum berlińskiej galerii powtarza się niepokojąca sekwencja. Pośród drzew tajemniczego lasu wyłania się grupa kobiet i mężczyzn. W wideoklipie poetycka aura miesza się z erotyczną perwersją. Można tu dostrzec jungowskie lub freudowskie odniesienia do kulturowych archetypów lub popędów spychanych w podświadomość. A sam autor w rozmowie wskazuje na jeszcze jeden ważny trop. -To trochę taka heideggerowska polana - tłumaczy, " Lichtung", gdzie w pewnym świetle życie jawi się jako wychodzenie z ciemnego lasu...
Instalacja Majewskiego kontynuuje jego ulubione tematy. Zwłaszcza nurt biografii artystów zmagających się z ciemną stroną natury popychającej ich w stronę autodestrukcji, jak w"Wojaczku" czy w scenariuszu do filmu "Basquiat. Taniec ze śmiercią".
Lech Majewski jest twórcą wielu mediów, ale nadal chce robić filmy. Obecnie pracuje nad sfabularyzowaną 1,5-godziną wersją "Krwi poety" na zamówienie m.in. Museum of Fine Art w Bostonie i National Gallery w Waszyngtonie.
Przygotowuje się też do kinowej realizacji "Beuysa", filmu o wybitnym artyście niemieckiej awangardy.
Monika Kuc
Wystawa Lecha Majewskiego w Żak Gallery w Berlinie (przy Linienstrasse 148) czynna do 21 grudnia.